Życie to rwąca rzeka, w której łączą się nieprzerwanie losy kolejnych pokoleń. Czasem trudno odróżnić to, co jest tylko wspomnieniem, od fragmentów osobistego życiorysu każdego z nas.
Pojedyncze dźwięki, słowa, niekiedy zapachy przywołują kolejne obrazy i historie, skojarzenia pojawiają się niespodziewanie, tworzą nowe konteksty i tak bez końca Aby dźwięk lutni rodził drzewa zabiera czytelnika w magiczną podróż pomiędzy wycinkami czasu i miejsc z dziejów jednej rodziny, której celem jest odpowiedź na pytanie: co tak naprawdę tworzy każdego z nas? Pretekstem do coraz to nowych refleksji i spostrzeżeń stają się dla autora rozmaite teksty kultury, obrazy równie plastyczne, jak zawarte w tej narracji historie.
Obracam unoszącą się woń, gładkość uchwytu i podążającą tuż zaraz wagę oraz ciepło płynu znajdującego się w kubku, w elektryczny impuls. Pierwsza nuta smakowa jest wyjątkowo gorzka, niemalże cierpka, ale z ospałą stanowczością zaczyna ustępować miejsca słodyczy gdzieś na pograniczu skarmelizowanego cukru i czekolady.
Rozpływa się powoli na podniebieniu ledwo wyczuwalny, niemalże nieuchwytny ekstrakt zawieszony pomiędzy obecną chwilą a wspomnieniem coś znajomego i jakże oczywistego, jak słowo zawieszone na rąbku języka, tuż na granicy wyartykułowania powstrzymanego w ostatniej chwili niemocą umysłu, niczym wzburzona woda uderzająca o zamknięte wrota tamy, prąc, cisnąc, budując wzmożoną masę, której nieposkromiony potencjał posiada moc rozświetlenia miejsc i wydarzeń, wydawałoby się na zawsze już pochłoniętych przez odmęt czasu. w antologii The Book of Black i czasopismach, takich jak: NonBinary Review, Sheila-Na-Gig online, The Antonym, Pinyon Review, The Pointed Circle, Barzakh Magazine, The Athena Review czy The Scriblerus.