Do Europy tak, ale razem z naszymi umarłymi, pisała Maria Janion. Ta myśl stała się punktem wyjścia powieści Jacka Dehnela, w której trochę śmieszno, trochę straszno, a na pewno bardzo aktualnie.
Wraz z ekipą telewizyjną trafia na cmentarz w Cikowicach pod Bochnią, skąd napływają informacje o napadach na groby i wykradzionych ciałach. Nie byłoby w tym może nic aż tak niezwykłego, gdyby nie jeden zagadkowy szczegół nagrobne płyty zostały rozbite od środka.
Medialna gorączka, polityczne oskarżenia i społeczne nastroje, od paniki po euforię.