Wyobraźnia językowa Wojciecha Zamysłowskiego jest wyobraźnią całkowicie i bezwzględnie rozgłębionej przez język przestrzeni: bardziej uwikłanej i (jeżeli mogę tak powiedzieć) ,,splamionej" architektonicznie niż samą architekturą wiersza wzmacnianej i fortyfikowanej. Obcujemy z projektem spełnionej babelicznej utopii, z bardzo ryzykowną, a poprzez to - arcyświeżą próbą poematu wizualnego.
Przypomina się wielkie przestrzenne pisarstwo oraz osiągnięcia poezji wizualnej Stanisława Czycza, między innymi legendarny Arw. Zamysłowski potrafi te długi ,,kapitalizować", a to znaczy - po równo - i pożytkować, i uniejednoznaczniać.
Pamiętajmy przy tym, że słowo ,,dyskurs" pochodzi od łacińskiego ,,discurere", które oznacza ,,biec w różne strony". Wojciech Zamysłowski, a za nim jego liryczne alter ego, rozbiega się właśnie, wychodzi z siebie.
Lub inaczej: próbuje się odnaleźć na przecięciu różnych języków, rejestrów, perspektyw.