Dzieciństwo młodego chłopca dorastającego na zachodnich kresach Polski upływa pod znakiem beztroski, przygód i magii. Nocne wyprawy do lasu i na ryby, letnie wieczory spędzane pod gołym niebem, odkrywanie zakazanych tajemnic, które tak bardzo pobudzają nastoletnią wyobraźnię...
Ale pewnego dnia w ten sielski pejzaż wkracza brutalna, postpeerelowska rzeczywistość, a zainicjowane przez nią wydarzenia prowadzą do tragedii. By zrozumieć samego siebie, młody bohater musi nie tylko poznać historię swojej rodziny, dotkniętej przesiedleniami, ale także nauczyć się żyć z dotkliwym bólem straty.
To historia o bolesnych zakończeniach i trudnych początkach, ale przede wszystkim o pamięci, której nigdy nie można do końca zaufać. Jędrzej Soliński jako punkty odniesienia dla własnej twórczości wymienia pisarstwo Wiesława Myśliwskiego oraz Leonida Andriejewa, przedstawiciela srebrnego okresu literatury rosyjskiej z dwóch pierwszych dekad XX wieku.
Widzę podobieństwa z jego pierwszymi powieściami takimi, jak Strażnik sadu, czy W ciemność. Mimo tych literackich koligacji, czy analogii, Bóle fantomowe to utwór w pełni oryginalny.