Islandia to raj na ziemi. Ale nie dla bezdomnych oni nawet w tak idealnym miejscu żyją na marginesie społeczeństwa, pozostawieni samym sobie.
I tak się właśnie dzieje Grupa Niepozornych Narkomanów, żyjących na ulicach Reykjavíku, zaczyna podejrzewać, że coś zagraża ich życiu. Próbują wyjaśnić przyczyny tajemniczych zaginięć swoich znajomych, ale nikogo, poza nimi samymi, zdaje się to nie interesować.
Badając kolejne, coraz bardziej niepokojące tropy, muszą zmierzyć się ze społeczną znieczulicą i z własnymi demonami. W akcie paniki i desperacji można popełniać różne głupstwa, a ludzie, którzy sięgnęli dna, wiedzą to doskonale.
Najmłodszy z nich chciał zaraz pobiec do przeciwległych drzwi, ale reszta powstrzymała go, każąc mu siedzieć na dupie i nigdzie się nie ruszać. Jedna z parkingowych lamp zaczęła niespokojnie brzęczeć, gdzieś w tle kapała woda i tyle, zupełna cisza Można było rzec, iż wtedy także sam czas zwolnił, stanął w miejscu; bezdomni jednak czasu nie mierzyli, dopóki nie zmuszały ich do tego siły wyższe.