Nowa saga rodzinna Joanny Jax autorki bestsellerowego Dziedzictwa von Becków Burzliwe losy Antoniny Tańskiej ukazane na tle ważnych wydarzeń w dziejach świata. Córka emigrantów z Polski zakochuje się w narzeczonym siostry i zachodzi z nim w ciążę.
Emmanuel zdradza żonę, wdaje się w podejrzane interesy, a tymczasem rośnie w siłę ruch oporu wobec dyktatora Batisty. Gdy sytuacja polityczna wymyka się spod kontroli, postanawiają opuścić wyspę, ale tuż przed wyjazdem mąż i synek Tosi znikają bez śladu.
Pamiętniki Antoniny, ukryte na strychu starego domu, splatają jej losy z młodą rozwódką, która postanawia rozwikłać tajemnice jej rodziny Mówi się, że książka powinna wywoływać w duszy czytelnika obrażenia. Druga już powieść Joanny Jax właśnie to robi porusza, zaskakuje, wciąga do świata rewolucyjnych wydarzeń, ukazując, jak skomplikowane mogą być losy ludzkie.
Jednak przede wszystkim to książka o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, czyli o tym, czego pragnie każdy z nas. Kamila Graczyk Sztukater.pl Joanna Jax powraca z kolejną wspaniałą powieścią, która na długo pozostanie w Waszej pamięci.
Miejscami chwytająca za serce historia o miłości, poświęceniu i determinacji, wpleciona w burzliwe czasy rewolucji. Karolina Magdziarz dlaLejdis.pl Kiedy tylko przeczytałam zapowiedź powieści Joanny Jax, wiedziałam, że ta książka musi trafić do mojej biblioteczki.
Tak, nie tylko w moje ręce, do przeczytania, ale i do biblioteczki. Nie myślałam o Marco ani nawet o synu i mężu, tylko o tym, żeby przetrwać.
Gdy zasypiałam pod drzewem, mokra, zziębnięta, i tuliłam się do pnia, marzyłam o odrobinie ciepła z kominka albo o jasnym słońcu, które nagle pojawi się wśród gęstwiny i ogrzeje mnie. Gdy udało się rozpalić jakiś nędzny ogień, niemal tratowaliśmy się, żeby go poczuć.
I gdy nieco wysychałam, gdy już robiło się ciepło, odzywał się żołądek. Jeśli udało się trafić na jakichś oddanych rewolucji ludzi, jadłam jak opętana, by potem zwijać się z bólu, który rozwalał mi trzewia.
Już nie myślałam o zimnie, głodzie i wilgoci, tylko o zrobieniu kolejnego kroku na bagnistej ścieżce. Szeptałam słowa modlitwy Ojcze nasz, łapiąc się wszystkiego, co mogło dodać mi siły.
I to nie strach mnie powstrzymał ani przywiązanie do Marco, ale myśl, że mój synek gdzieś żyje i czeka na swoją mamę.