Przed tobą rozciąga się Rubież, cholerne zadupie w pobliżu zniszczonej Samary i wypalonych orenburskich stepów. Nikt nie przejdzie, nikt nie przejedzie.
O ile czasami nie nadbiegnie jakaś poczwara, która marzy o tym, żeby wbić w ciebie kły, pazury, kolce czy coś jeszcze gorszego, jesteś sam we mgle, niepewny. W perspektywie masz zaś długie kilometry błotnistej, tchnącej śmiercią, wyłożonej przerdzewiałym żelastwem i kawałkami sinych ciał drogi, która wiedzie do Otradnego, miasta wbrew swej nazwie zupełnie pozbawionego radości.
Od tego, jak ją przejdziesz, zależy, kim lub czym się staniesz. Dopiero gdy wędrówka będzie zmierzała ku końcowi i zdasz sprawdzian charakteru, zrozumiesz, kim jesteś i po co żyjesz.
I być może wtedy, już na końcu tej drogi stali, zaczniesz dostrzegać drżący miraż nadziei. Uniwersum Metro 2033 to nie tylko trampolina dla początkujących, ale również wymagający czarny szlak dla doświadczonych.