"Potęga wiatru rosła, wydmuchując z wodnej otchłani nieskończone łańcuchy wysokich fal. Olbrzymie bałwany o płewiastych, załamanych grzbietach toczyły się jeden po drugim na kształt lewiatanów, przewracających się wśród ciężkiego pluskania z boku na bok.
Ryczało morze, ryczała wniebogłosy stara niedźwiedzica, borykając się z nawałą. Baśka, uczepiona ze wszystkich sił pyszczkiem do kosmatego uda matki, zamknąwszy szczelnie swe szczenięce jeszcze, na wpół ślepe oczka, płynęła niby łódka holowana przez statek.
Po czterdziestu ośmiu godzinach walki z wiatrem, wodą i przestrzenią, wydostały się wreszcie na upragniony ląd. Śnieg, leżący tam grubemi zaspami, wydał się im czemś tak wygodnym i błogiem, jak zdrożonemu włóczędze - ciepła pierzyna.