Oto Maria, nauczycielka muzyki, która nawiązała romans z nieletnim uczniem. Tuż obok widzimy jej przyjaciółkę, szczęśliwą żonę i spełnioną matkę, podejrzewającą męża o zdradę.
Mija go właśnie Robert, wieczny student i kelner, zakompleksiony na punkcie swojego wzrostu. Dalej - Nicole, paryżanka o żydowskich korzeniach, wraz z partnerem, a jeszcze dalej wykładowca akademicki z córką, oraz para znajomych.
Za chwilę dojdzie eksplozji, a wtedy okaże się, że drzwi wejściowe są zamknięte... Opowieść krąży wokół tego zdarzenia, próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy aby na pewno do wybuchu doszło w wyniku zbiegu okoliczności, ale posuwa się też wstecz: przez słowa i gesty ostatniej godziny życia, przez jednostkowe losy, ku mrocznym sekretom rodzinnym i zawiłościom historii.
Zacząć od trzęsienia ziemi, po czym wzmagać stopniowo efekty - radził Alfred Hitchcock, lansując model polemiczny wobec pomysłu Jorge Luisa Borgesa, aby każde z wydarzeń podsuwało dwie kontynuacje, tworząc labiryntowy ogród o rozwidlających się ścieżkach. Jerzy Franczak sięga po wzór pośredni: najpierw eksplozja, a potem złożone rekonstrukcje ciągów przyczyn, za sprawą których ofiary znalazły się w fatalnym dla siebie miejscu i czasie.
To wzór "Mostu San Luis Rey" Thorntona Wildera: zamiast mostu mamy winiarnię, zamiast Peru - dzisiejszy Kraków, ale pytanie: "palec boży czy gra losu?" wciąż jawi się równie aktualne. Eliza Kącka Żadna z osób, które cudem przeżyły, nie była w stanie powiedzieć, o której Jerzy Franczak wszedł do winiarni Semi di Vino, o której wyszedł i czy na pewno wyszedł.
Wybudzona ze śpiączki literaturoznawczyni wyrecytowała wiersz Wisławy Szymborskiej o terroryście, który patrzy, a jej mocno poturbowany mąż, z zawodu filozof, oświadczył, że w miejscu, gdzie siedział Franczak, stała drewniana skrzynia pomalowana na zielono, taka z poematu Maksa Jacoba. Cała nadzieja w czytelniczkach i czytelnikach - tylko one i oni zdołają ustalić, czyje odciski palców znajdują się na kieliszku z okładki.