Jedna z późnych powieści Philipa Rotha, traktująca o zmaganiu się ze starością i odchodzeniu. Intymna i zarazem uniwersalna.
Potem losy Everymana śledzimy, poczynając od jego pierwszego szokującego zetknięcia ze śmiercią na idyllicznej plaży w czasach dzieciństwa, poprzez kolejne małżeńskie próby i osiągnięcia zawodowe mężczyzny w kwiecie wieku, aż po starość, kiedy kolejno żegna swoich rówieśników i walczy z niedoskonałościami ciała, które odmawia mu posłuszeństwa. To właśnie starzejące się ludzkie ciało co częste u Rotha staje się głównym bohaterem tej małej (niespełna 170 stron!), lecz potężnej książki.
Nieunikniona kolej rzeczy, budząca w nas jednakowe przerażenie, której doświadczymy wszyscy. Bohater Rotha jest Każdym naszych czasów, mimo a może dlatego że jego życie jest tak bardzo zwyczajne, a finał przewidywalny.
Na początku wspominają go najbliżsi, następnie opowieść snuje narrator, czyli sam Roth, który przypisuje mu ostateczną konstatację pozbawioną nadziei: Uwolniony od istnienia, przeniósł się bezwiednie w krainę nigdzie.