Fizymatenta słowo to narodziło się dzięki wojnie francusko-pruskiej (187071), w której po raz pierwszy Ślązacy musieli służyć w armii niemieckiej. Kiedy Niemcy podbili Paryż i chłopcy zaczepiali panienki w wiadomych celach, często z ich ust padało zdanie: Faisez ma tante!, czyli Weź się za moją ciotkę (w gwarze: Podupcz se mojom ciotke!; w znaczeniu: staruszkę).
Tę krótką, tramwajem do pracy, dłuższą, weekendową ale i taką na kraniec świata. Przez kilkanaście minionych lat Kazimierz Kutz, wybitny reżyser, pisarz, działacz społeczny i polityk, na łamach katowickiego dodatku Gazety Wyborczej publikował felietony, w których co tydzień bez miłosierdzia tarmosił nasze paranoje, odzierał nas z codziennych małostek, kpił z zadufanych i uziemiał ideologicznie lewitujących.
A wszystko to czynił z literacką klasą godną Kronik tygodniowych Słonimskiego, pasją lekarza zatrutej polskiej duszy i gorzką intuicją śląskiego Wernyhory. Kutz jest przekorny, prowokujący, miejscami ironizujący, ale jakże smakowity.
Człowiek wszechstronny: wybitny reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny, scenarzysta, polityk, działacz społeczny, publicysta i pisarz. W czasie wojny wywieziony na roboty do Niemiec, po wyzwoleniu kończy gimnazjum w Mysłowicach, następnie Państwową Wyższą Szkolę Filmową w Łodzi.
Wyreżyserował ponad dwadzieścia filmów fabularnych, z czego sześć o Górnym Śląsku, oraz wiele sztuk teatralnych, w tym dla Teatru Telewizji. W latach 19972015 senator IV, V, VI i VIII kadencji, wicemarszałek Senatu V kadencji, oraz poseł na Sejm VI kadencji.
otrzymał Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis za wybitne osiągnięcia kulturalne rangi międzynarodowej, a w 2010 r. O programy blisko gleby; bo oddech krótszy, sen płytszy, zadyszka powyżej piętra, słuch zredukowany, bo tony niskie już zamglone, rozmowy intymne prowadzi się na migi, zasmażki wstrząsają wątrobą, a kieliszek czystej jest górną normą.
Nie wolno schylać się za każdym razem, gdy coś wypadnie nam z dłoni, nie starać się wszystkiego pojąć i zadawać innym możliwie mało pytań.