Wiersze z cyklu "Fotoalbum" są konsekwentną serią prób dotarcia do prawd najprostszych poprzez redukcję języka. Tomasz Majzel z namysłem cedzi słowa, dobiera je z rozwagą, a więc i odpowiedzialnością, a szlachetna asceza jego stylu, czy raczej posunięta do skrajności wstrzemięźliwość wyrażania, nadaje sugestywny ton ostrożnie ubieranym w słowa myślom.
Ton ten przekonująco współbrzmi w wierszach, w których słyszymy samotność w prowincjonalnym otoczeniu zastygłego w bezruchu miasteczka i obojętnej przyrody. Życie ich bohatera, wrzucone w przypadkową czasoprzestrzeń, skazuje go na rolę przechodnia i przygodnego filozofa, ale przede wszystkim czułego obserwatora detalu, który interpretuje rzeczywistość z oryginalnym subiektywizmem poszukiwacza uogólnień egzystencjalnych i metafizycznych.
Ciszy, w którą warto się wsłuchiwać długo i powoli, aż stężeją w niej niepewne kontury słów.