Ta książka jest opowieścią o doświadczaniu, emocjach i pamięci; o niespodziewanych spotkaniach przy stole i zmysłowej fascynacji, która może narodzić się nawet podczas smażenia placków; o czasach, gdy wszystko działo się naraz, a żylasta łapa kucharki nakładała mielone z buraczkami na wyszczerbione talerze; o rodzinnych królowych wypieków obdarowujących nas słodkościami, po których w ustach na zawsze zostaje gorzki posmak; o rosole pitym po seksie, kawie rozpuszczalnej (ma swoje momenty!), barszczu Amino i Cheetosach – tej wspaniałej instant przyjemności; o ciele, diecie, zdrowiu i pracy w gastronomii (od niej wszystko się zaczęło!); i wreszcie o tym, że można czasem odpłynąć w poczuciu winy i spełnienia, w poczuciu porażki i triumfu. Proza Justyny Hrycyk jest jak jedzenie, które kapie nam na brodę i brudzi sukienkę.
Jest wspaniała, zawstydzająca, przynosząca przyjemność i poczucie winy. Girl dinner to wszystkie smaki jednocześnie, to za kwaśny, za słodki, zasłony i zbyt duży kawałek tortu.
Ten posiłek trzeba spożywać po ciemku, na stojąco, w środku nocy, kiedy nikt nie patrzy. Pięć gwiazdek na pięć, radość, zachwyt i ból brzucha.
Emilia Konwerska Horda pychotek spotyka się na jednym talerzu – tak sensualnym, aż trudno uwierzyć, że to faktycznie talerz. Życie przez jedzenie: aromaty, posmaki, bukiety i inne takie.
Wiecie, gdzie szukać odpowiedzi na to, dlaczego.