- Policja! Proszę otworzyć drzwi!
- Spojrzałem na zegarek.
- Był kwadrans po szóstej rano.
- "Ci to mają zdrowie" pomyślałem zdejmując łańcuszek blokady drzwi i przekręcając klucz w zamku.
- Na korytarzu stało dwóch facetów i nie patrzyło im z oczu fiołkowo.
- Niższy miał smutny wzrok, krótkie rude włosy i mocne zakola na chudej czaszce.
- Przyszło mi natychmiast do głowy że takich zakoli można dorobić się tylko nurkując często między kobiece uda.
- Ale chłopakom nie było do śmiechu i nie próbowałem nawet iść w żarty.
- Nie o tej porze i nie z nimi.
- Ubrani byli jak to policja - dżinsy z wypchanymi kolanami, koszule w kratę i wyleniałe marynarki.
Wyższy był dobrze zbudowany, ogolony na zero i miał nieco wysuniętą szczękę, całkiem jakby zapraszał do walki na pięści. Pomyślałem też, że pewnie zostawiają te ciuchy w szafkach po pracy, żeby nie przynosić do domu zapachu i mrówek z komisariatu.
- Jeden z nich sięgnął do kieszeni i śmignął mi przed oczami czymś tak szybko, że mogłaby to być nawet paczka Marlboro...
📘 Gliny zawsze pukają tak samo
Sprawdź cenę i dostępność tej publikacji.
👉 Zobacz ofertę