Wenecja jest jednym z miast, które powinno się odwiedzić chociaż raz w życiu. I w którym nie sposób się nie zgubić.
Drugą, tę znaną nielicznym, pokazuje nam Fabiola Faliero. Wenecjanka od pokoleń, dziedziczka znanego rodu, zakochana w swoim mieście przewodniczka wycieczek.
Dzięki niej magiczne labirynty wąskich uliczek staną się przyjazne, historia miasta zrozumiała, a zapach potraw niemal wyczuwalny. Ucichnie wrzawa, mosty opustoszeją, a kamienice, skąpane w mroku rozjaśnionym nielicznymi latarenkami, odzyskają swój czar.
Kanałami, przecinającymi całą wyspę, dotrzemy aż do stoczni Squero di San Trovaso, należącej od stuleci do rodziny Faliero. Chwilę później przemierzałam dziarskim krokiem szeroką, cichą uliczkę, po której obu stronach piętrzyły się jedynie budynki mieszkalne.
Na elewacjach dostrzegłam odpadający tynk, wysmarowane sprejem graffiti, a także tabliczkę z nazwą uliczki, która, niegdyś śnieżnobiała z czarnym napisem, teraz była w opłakanym stanie. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc, że ścieżka po drugiej jego stronie jest całkowicie opustoszała.
Pustą, swojską, z cieniem dawnych lat.