Rafał Pacześ żyje z rozśmieszania ludzi. Jest jednym z najpopularniejszych polskich stand-uperów.
ASZdziennik napisał o nim, że "umiłował sobie paździerze polskiej codzienności i piętnuje je ze swoistym brutalnym wdziękiem", a jego twórczość to "solidna dawka lekarstwa na naszą kochaną polską codzienność". "Grube wióry" to opowieść o kasacyjnym piciu, złych kobietach, jeszcze gorszych mężczyznach, tchórzliwych szefach i tragicznym losie przedstawicieli handlowych oraz skundlonych yorków.
Ale Pacześ napisał przede wszystkim brawurową, niebezpiecznie zabawną i bezwzględnie szczerą powieść o współczesnych mężczyznach. O tym, jak trudno jest im dojrzeć i przezwyciężyć autodestrukcyjny pęd, ale i o tym, że potrafią głęboko kochać, a najlepsze lekcje w życiu dają im prawdziwi przyjaciele.
Obydwaj mają powykręcane - zwłaszcza za sprawą własnych ojców - życiorysy, życiowe brudy pod paznokciami, nieudane związki i problemy z piciem. Połączy ich nieoczywista przyjaźń oraz szalony i zbrodniczy plan, który zaprowadzi ich nad norweskie fiordy i na krawędź katastrofy.
A moi widzowie są głodni rozrywki, zabawy, śmiechu. Ale pisząc grube wi, chciałem Wam powiedzieć coś, czego nie mam czasu przekazać na scenie.