Galicja sztuczny twór wynaleziony wraz z rozbiorami Polski w 1772 roku, na sto pięćdziesiąt lat stał się czymś rzeczywistym, naturalnym, by w 1918 roku ostatecznie zniknąć i zmienić się w nierealny fantom. Larry Wolff pasjonująco śledzi proces wymyślania krainy, a następnie, po jej likwidacji, sposób, w jakim jej duchy przez sto lat powracają.
Wydarzenia dzieją się u niego w tle, a pierwszoplanową rolę odgrywają idee i programy, nastroje i reakcje, zażarte polemiki i korne deklaracje lojalności. Wolff pokazuje, że to one kształtowały bieg zdarzeń, a nie odwrotnie.
Mniej go interesuje, jak w galicyjskim korcu formowały się i ścierały narodowości, a więcej to, jak ludzie radzili sobie z przyrodzonymi bądź przypisanymi im rolami cesarzy i poddanych, miejscowych i przybyszów, panów i chamów. Widzi Galicję jako krainę sprzeczności: złotego półwiecza autonomii i traumy rabacji, za Sacher-Masochem można by powiedzieć: dumy i uprzedzenia, rozkoszy i upokorzenia.
Wolff opisuje galicyjski świat ze swadą, sięgając nie tylko do literatury pięknej i historycznej, publicystyki, listów, diariuszy. Sięga również do ksiąg przyrodniczych, prac ludoznawczych, map, przewodników.
Odtwarza i komentuje wielki wysiłek scalania krainy, która nie była monolitem, wyodrębniania jako całość czegoś, co nigdy całością nie było, upozorowania na naturalny bytu sztucznego. Kiedy tuż po rozbiorach cesarzowa Maria Teresa pisała list do syna, nie oswoiła się jeszcze z nazwą nowej prowincji i wolała napisać w Karpatach.
Dopiero na początku XIX wieku kanclerz Metternich wpadł na pomysł stworzenia prawdziwych Galicjan, aby Galicja lepiej zaistniała. Wolff opisuje sukcesy i porażki przerobienia galicyjskich Polaków, Rusinów, Żydów czy urzędników austriackich na takich Galicjan.
O ile do schyłku XVIII wieku Galicja nie widniała na żadnej mapie, o tyle w pierwszej połowie kolejnego wieku miała już poświadczoną badaniami własną historię naturalną. Można rzec, że w dobę autonomiczną wchodziła obdarzona autonomiczną naturą: własnymi rybami, roślinami, owadami Poszukiwano nawet specyficznego homo sapiens!
I znów paradoks: choć dowodzono antropometrycznie, że Polacy i Rusini są do siebie podobni, natomiast Żydzi wyraźnie się odróżniają, to ci ostatni, jak się okazało, najmocniej czuli się Galitzianerami. Pod koniec XIX wieku udało się ostatecznie Galicję ucywilizować i usystematyzować, o czym naocznie mogli się przekonać odwiedzjący Wystawę Krajową we Lwowie, a jednocześnie antagonizmy narastały, nędza galicyjska ujawniła się w ogromnych cyfrach, emigracja do Ameryk przybrała masową skalę.
Dlaczego istnieje uparcie w pamięci nie tylko tu, w Polsce i w Ukrainie, ale również na innych kontynentach?