Nie sądzę by ktoś uwierzył, że takie to proste - siup! - i już jesteś na księżycu.
Owszem, w marzeniach, fantazjach, baśniach i bajkach, co raz to się mówi. Gdzieś między złotym osłem, a śpiącym rycerzem, księżycowe wyprawy są równie niemądre jak samonakrywający się stolik.
- Kto uwierzy?
- A jednak musiałem - nie pierwszy i nie ostatni raz - uznać swoją pomyłkę, choć w sumie nie tak wielką.
- I taki właściwie byłby koniec tej powieści.
- Ale gdzie jest jej początek?
- Tego właśnie nie umiem ustalić.
- Muszę więc sięgnąć do pamięci najgłębiej, jak się tylko da.
- Może tam będzie?
W każdym razie podróż na księżyc, jaką urządziłem cudakowi, co go do mojego domu licho przyniosło, wypadła nader pomyślnie. - fragment Najnowsza książka Henryka Wańka, która sam autor zapowiada tak: Podaję, że ta powieść powstawała w latach 1992-2014, ale mówiąc ściśle, zacząłem ją pisać jako scenariusz filmowy w roku 1984 lub 85.
- Trafiłem na nią ponownie w roku 1992, od czasu do czasu znów przy niej majstrując.
- Około roku 1998 pokazałem ją dwóm pisarzom.
- Wiesław Myśliwski wyraził się o niej bez entuzjazmu.
- Marian Pilot był bardziej życzliwy.
- Ale chyba obaj nie mieli racji.
- Sporadycznie usiłowałem uczynić ją lepszą, mając jednak inne sprawy na głowie.
Później, już bez myśli o filmie, wielokrotnie zmieniałem, dopisywałem, usuwałem jej fragmenty, aż razem z innymi szpargałami trafiła na dno mojej pamięci. Anonimowy recenzent Wydawnictwa Literackiego, przeczytawszy może dwie lub trzy kartki uznał, że jest to powieść pikarejska.
- Niech mu będzie.
- Ja bym powiedział, że to raczej baśń przyprawiona prawdą.
- Tylko, że obecnie jest ona czymś zupełnie innym niż wtedy.
- Czym?
- Proszę sprawdzić.
📘 Jak Joahnnes Kepler jadąc do Żagania na Śląsku zahaczył o księżyc
Sprawdź cenę i dostępność tej publikacji.
👉 Zobacz ofertę