Przyznaję - spieprzyłam sprawę. Pierwszy błąd: poprosiłam Pete'a Barnidge'a o pracę.
- Drugi błąd: zaakceptowałam jego ofertę, zamiast odrzucić ją na samym początku.
- Peter Barnidge...
- Od czego mam zacząć?
Trzeci błąd: to, że podczas rozmowy o pracę ukryłam przed nim ten jedyny okruch, który w całej mojej historyjce był prawdziwy... Może od tego, że odkąd pracuje dla pana Bestsellerowego Autora, jego nazwisko funkcjonuje w moim słowniku jako przekleństwo.
- Uderzyłam się w palec?
- Barnidge jasny!
- Przekroczyłam stan konta?
- A niech to Barnidge!
- Kiedy zrozumiałam, że zakochałam się w swoim szefie?
- Co do Barnidge'a?!
- Byłoby łatwiej, gdybym go nienawidziła...
- Jest niesamowicie gorący, ale mroczny.
Zwłaszcza, że jest atrakcyjny w ten ,,zły" sposób. Tak pociągający, że za każdym razem, gdy na niego spojrzę, muszę się przeżegnać, bo jego widok wywołuje u mnie grzeszne myśli.
- Skoro mowa o grzechach...
- Skłamałam na rozmowie o pracę.
- Ale jestem samotną matką i zrobię wszystko dla mojej córki, nawet będę utrzymywać ten mały sekret.
- Niestety małe sekrety mają tendencję do rośnięcia z upływem czasu...
- Zwłaszcza w okolicy Broni Masowego Uwodzenia.