Pisanie tych wspomnień odkładałem wiele razy. Różne obowiązki zmuszały mnie do zajęcia się innymi tematami.
To przeświadczenie i raz po raz ponawiane zachęty znajomych do spisania tego, co przeżyłem, wciąż powracały, w jakimś momencie stawały się pewnego rodzaju duchową potrzebą. Dojrzewałem w trudnym, szczególnie tu na Warmii i Mazurach, czasie.
Jako młody człowiek zetknąłem się ze środowiskiem ludzi związanych silnie z Kościołem katolickim, którzy obecni byli w różnych przestrzeniach życia publicznego, od kultury po gospodarkę. Wierzyli w to, byli przekonani o tym, że nauka społeczna Kościoła będzie miała znaczący wpływ na tworzenie wspólnoty Polaków po zakończeniu II wojny światowej na dawnych terenach Prus Wschodnich.
Młodość ma to do siebie, że żywi się marzeniami, a starość właśnie wspomnieniami. Mam za sobą pięćdziesiąt pięć lat pracy zawodowej, a w ostatnich latach dość aktywnie współpracowałem z Towarzystwem Naukowym im.
Wojciecha Kętrzyńskiego i Społecznym Komitetem Ratowania Dawnych Cmentarzy na Warmii i Mazurach, którego zresztą byłem współzałożycielem i od dwóch kadencji prezesem.