Tego lata, chwała Bogu, sporo żydowskich miast i miasteczek poszło z dymem. W czym więc rzecz?
- W tym, że jest różnica między pożarem a pożarem.
- Widocznie Kasrylewka chciała się popisać przed światem.
- Nic też dziwnego, że zwracając się do wszystkich miast żydowskich używała takich oto słów: Co?
- Trawi was pożar?
- Palicie się?
- Ależ to śmiechu warte.
- I faktycznie, Kasrylewka zaczęła płonąć jak świeca.
- Nie wyprzedzajmy jednak wypadków.
- Opis pożaru pozostawiam memu koledze Fiszelowi korespondentowi gazety.
- On się tym zajmuje.
- Dla niego to robota.
Za pozwoleniem, ja wam pokażę, jak miasto się pali. Nazajutrz, wczesnym rankiem, tuż po pożarze, od którego notabene sam ucierpiał, korespondent Fiszel spłodził relację do gazety.
- Sam ledwo uszedł z życiem, zaś znalezienie w tych warunkach pióra i atramentu graniczyło wprost z cudem.
- Relację rozesłano do wszystkich gazet żydowskich.
- (Fragment)