Historia trzech kobiet, które odmieniły polityczny krajobraz Białorusi To, co zdarzyło się w 2020 roku na Białorusi, brzmi, jakby jakiś scenarzysta o zdecydowanie wybujałych ambicjach wymyślił fabułę serialu politycznego dla Netflixa i poniosło go trochę, jeśli chodzi o nieoczekiwane zwroty akcji. Pewien bloger chce rzucić wyzwanie Aleksandrowi Łukaszence i zostać prezydentem Białorusi.
Na co żona blogera, Swiatłana Cichanouska, oświadcza, że w takim razie ona chce kandydować w miejsce męża. Zostaje wyśmiana, bo przecież jest zwykłą gospodynią domową, bez pojęcia o polityce.
Ponieważ jednak sprawia wrażenie tak nieszkodliwej, komisja wyborcza akceptuje jej kandydaturę w wyborach na prezydenta. Przed Swiatłaną Cichanouską stoi zadanie przerastające jej możliwości, lecz uzyskuje pomoc od dwóch sojuszniczek: menedżerki IT Wieraniki Cepkały i muzyczki Maryi Kalesnikawej.
(...) Wbrew wszelkim państwowym szykanom dokonują cudu - nigdy jeszcze w historii młodego państwa nie gromadziło się aż tylu ludzi w jego najrozmaitszych regionach. Opowiada o zrywie, o tęsknocie za zupełnie zwyczajną przyszłością i o tym, jak kobiety sięgnęły pomoc.
Nie należy wyobrażać sobie nie wiadomo czego - tak potężny masowy ruch nie jest, oczywiście, jedynie sprawą kobiet. Tworzą go wszyscy - zarówno konserwatyści, jak i liberałowie, młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni.
Ale tym razem wyjątkowo nie powinno chodzić o mężczyzn, lecz o kobiety, o historie o tym, jak się przełamały i sięgnęły po moc. Alice Bota Tak oto skromna nauczycielka, sama mówiąca o sobie "kura domowa", która nic, tylko "robi mężowi kotlety", stała się nagle osobą publiczną, polityczką.