Ten niezwykły zbiór próz Zbigniewa Herberta jest swoistą nadinterpretacją mitologii greckiej, rozsianej w wielkich eposach, dramatach i lirykach antycznych twórców. To nadinterpretacja w tym sensie, że wyrywa poza ustalony schemat ku zupełnie nowym znaczeniom, najbardziej prywatnym, wręcz intymnym.
Tylko tego rodzaju nadinterpretacje zasługują na uwagę, bo rozspajają spójne systemy, stawiają w centrum to, co wydawało się nie mieć znaczenia, a jednak okazało się tak znaczące, że rozrosło się w książkę.Dla mnie Herbert był wirtuozem dźwięków czystych i tak precyzyjnie odmierzonych, jak kroki stąpającego po linie. Przejmująca historia dobrowolnego - i jak się okazało: niepotrzebnego - wygnania Kleomedesa (to imię nic nam nie mówi i nic dziwnego - chodzi wszak o postać wzgardzoną przez tradycyjną mitologię).