Książka opowiada o dwu środowiskach, jakby dwu światach. Jednym z nich jest środowisko rzemieślnicze, drugim zaś owe wyższe sfery szlachecko-urzędnicze.
Ależ doprawdy, mój Ludwiku, nie spodziewałem się wcale, że przyjdzie do tak stanowczego zapytania. Ja nic nie wiem, moja niewczesna pustota wyciągnęła ci z szlachetnego serca przyznanie tajemnicy, która mi teraz kłopotem ciąży.
Na pośrednika między wami wcale się nie przydam, twoim powiernikiem być mi nie wypada, a doradcą siostry, choćbym chciał, to być nie mogę Marii Reginie powiedzieć: kochaj no tego lub owego, to chyba trzeba nie znać tej kobiety albo także powiedzieć gwiaździe jakiej: proszę cię, świeć tam, a nie tutaj... Zgadnąć też, czy kocha, póki sama uczucia jakiego nie przyzna, to zgadnąć, w którą stronę świata król orzeł poleci.
Wierz mi, Ludwiku, zapomnijmy obadwa słów przed chwilą wymówionych, kochajmy się trochę więcej, nie wspominając nigdy odkąd i dlaczego... Zimno w sercu mi się zrobiło, gdym tych wyrazów słuchał, jak gdybym z wysokości w głębszy dół się osunął, tak przyszłość moją, tak szczęście moje ujrzałem znów nad sobą wysoko, daleko!