Nie bez przyczyny mówi się o tym, że studia to magiczny okres w życiu człowieka. Przekonują się o tym na własnej skórze dwaj studenci, kiedy to z głębin nieznanych człowiekowi na padole ziemskim pojawia się Pan Bajzelhaus, obecnością swą czyniąc porządek w mieszkaniu studenckim, co jest absolutnie nie do przyjęcia.
Z pomocą przychodzi Vademecum Studenta, obowiązkowa lektura każdego pierwszoroczniaka, pomagająca odnaleźć się w wysokoprocentowej atmosferze studiów. Dzięki tej książce studenci dowiedzą się, jak poradzić sobie z sąsiadką z dołu, jak przeżyć w noc żywych kserokopiarek i dlaczego warto iść na najnudniejszy wykład świata.
Odkryją też prawdziwą wartość uczelnianego papieru toaletowego i mroczne skutki podkradania szarego złota z uniwersyteckich toalet. Vademecum, niestety, nie zawsze może przyjść z pomocą i nieraz studenci będą musieli polegać na własnym...
Maciej Orlik doskonale to rozumie i czytając jego Księgę studencką, co kartkę żałowałem, że nie przeżyłem tego wszystkiego, bo byłem, co tu kryć, kujonem. Ta książka to kupa wspomnień, podszyta fantastyką zwidowo-balangową level master of bimber, pędzony na nodze od krzesła.
Orlik ma niesamowitą zdolność wykrzywiania rzeczywistości za pomocą swojego zwariowanego umysłu i czyni to bez wysiłku, tak naturalnie. Napisane mega lekkim językiem, wypełnione po brzegi schizolskimi pomysłami, tryskające humorem.
Na szczęście, wiem z dobrych źródeł, że zbliża się tom drugi. Yes, Yes, Yes.
Orlik, a spróbuj nie napisać tomu trzeciego….!!!” Piotr Mrok Zaprawdę powiadam Wam, istnieją księgi, których nie należy czytać w miejscach publicznych, albowiem rżąc ze śmiechu i plując na czytnik, sami na ośmieszenie narazicie się. Powiadam też – pisać o durnotach w sposób inteligentny nie każdy potrafi, a autor Księgi studenckiej, Marcin Orlik – bez dwóch zdań tę umiejętność nie tyle posiadł, co owinął sobie wokół małego palca.
Cóż, przynajmniej dowiedzieliby się, co tam zastaną...