Żyjemy w ŚWIETLE, nie wiedząc, że nas otacza. Dopóki nie zgaśnie Grupa przyjaciół decyduje się na wspólny wyjazd do domku za miastem.
Otaczająca przyroda koi zmysły i pozwala się wyciszyć, a duża weranda z huśtawką dodaje siedlisku klimatu wprost idealna sceneria na beztroski letni wypoczynek. Rzeczywistość jednak szybko weryfikuje poczucie sielanki młodych ludzi: zaczynają słyszeć niepokojące dźwięki i stają się świadkami niecodziennych zjawisk.
Nagle ożyły wszystkie drzewa, ich gałęzie poruszane wiatrem zaczęły skrzypieć, trzeszczeć i łamać się, już nie było cicho. Las zamieniał się w piekło Burza powróciła i chociaż grzmoty były dalekie, to następowały po sobie coraz częściej Uznałam, że pomysł z zamkniętymi oczami nie jest chyba taki zły, nie zdążyłam go jednak zrealizować.
Na wprost nas, jakieś 20 30 metrów dalej, na drzewach wisieli ludzie - zakapturzeni mnisi, było ich co najmniej kilkunastu. Wisieli na grubych linach Zaczęliśmy krzyczeć Chcieliśmy uciec, ale nie mieliśmy dokąd Beata Nowosielska - z wykształcenia ratownik medyczny i magister fizjoterapii.