Na twarzy Lesia pojawił się wyraz bezgranicznego przerażenia. Mniej więcej zdawał sobie sprawę z tego, co czynił przez całe popołudnie i wieczór, i nagle pojął, że oto ma skutki.
- Halucynacje!
- Delirium tremens!
- I to jaki?!
- Różowy!!!...
- Lesio zamknął oczy na długa chwilę, a potem je ostrożnie otworzył.
- Słoń stał nadal.
- Lesio powtórzył operację z oczami.
- - Zgiń przepadnij - powiedział ze zgrozą zduszonym głosem.
- - A kysz!
- A kysz!
- W odpowiedzi na zaklęcie nastapiło coś strasznego.
I to nie nędzne myszki, króliki, nietoperze, ale od razu słoń!...