-- Raz... dwa...
Nie wiem, to już Józia głowa - odpowiedziała Korczewska, pochylając się nad szydełkową robótką. - liczyła po cichu i tak się zatopiła w robocie, że nie widziała wzburzenia Gałkowskiej, która prędko i niecierpliwie biegała po pokoju; tak niecierpliwie, aż wielka, jasna peleryna, którą miała na ramionach, fruwała za nią, wydęta, i uderzała w twarz młodego chłopaka, siedzącego pod piecem.
myślże co, przecież jesteś mężczyzną - zawołała przyduszonym głosem, stając przed nim. a zaraz będę myśleć, tylko papierosa wypalę - odpowiedział drwiąco, puszczając jej w oczy kłąb dymu.