W Ameryce lat sześćdziesiątych XX wieku nie wydano lepszej powieści! Lektura Lotu nad kukułczym gniazdem wywołuje dreszcze i uczucie klaustrofobii.
Mimo to trudno się powstrzymać od śmiechu, który - paradoksalnie - pozwala zachować równowagę psychiczną i pokazuje, jak bardzo sami jesteśmy szaleni. CHICAGO TRIBUNE Lot nad kukułczym gniazdem, genialny debiut Kena Keseya, rozszedł się w samych tylko Stanach Zjednoczonych w nakładzie 10 milionów egzemplarzy.
McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby wykpić się od odsiadywania wyroku. Do chwili, gdy dowiaduje się, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za wyleczonego.
Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami. McMurphy, który buntuje przeciwko niej chorych, nagle zdaje sobie sprawę, że jeśli się przed nią nie ukorzy, nie opuści szpitala.