Nieradka chciała podejść, przytulić go, przeprosić i błagać o wybaczenie, ale nie mogła ruszyć się z miejsca. Wiedziała, że odtrąciłby jej ramiona, a wtedy umarłaby na miejscu.
- Była zła i niewarta jego dobroci.
Wszystko, co mówił, było prawdą. Gdyby mogła, rzuciłaby się w las szukać tamtego koziołka, ale nie była w stanie upolować zwierzęcia.
- Nie mogła naprawić tego błędu.
- - I tylko las to, las tamto - ciągnął Gorazd spokojniej.
- - Ja też żyję w lesie, a co on nam takiego dał?
- Pytam się.
- - Wbił zły wzrok w żonę.
- - Co ci ten las dał?
- Upiory za ścianą?
- Las!
- Las jest dobry!
- - przedrzeźniał ją.
- - No to idź do niego!
- Proszę bardzo, idź!
Gdyby nie ja, nie przeżyłabyś tu jednego lata, co dopiero zimy. Niech ci da ten twój las schronienie, niech ci da jeść, proszę!
- Idź, przynieś te leśne skarby.
- No, wynocha!
- Chwycił Nieradkę za ramiona i siłą wypchnął za drzwi.
- - Ale...
- Gorciu, niedźwiadku mój...
O, malin mi może przynieś, pojemy. - mamrotała smolarzowa, przymilając się i nie dowierzając temu, co się dzieje.
- Opowiadanie zostało opublikowane w antologii "Kwiat paproci i inne legendy słowiańskie" (2023).
📘 Maliny na śniegu
Sprawdź cenę i dostępność tej publikacji.
👉 Zobacz ofertę