Gdyby tę historię opowiedzieć na smutno, wyszedłby dramat a może nawet sypnęłyby się trupy? Konkretnie jeden trup.
Wiedzie uporządkowane życie, ma męża, córkę, ciepły kontakt z matką, pracę i przyjaciółki. Owszem, są drobne niepowodzenia ot, całkowity brak seksu, mąż nierób czy pewne niedomagania finansowe lecz przecież nie można mieć wszystkiego Pewnego dnia, z pozoru takiego jak wszystkie, Marzena dokonuje pierwszego odkrycia za którym, prawem serii, podąża cała sfora następnych.
A to w jej małżeńskim łożu ni stąd ni zowąd znajdują się koronkowe stringi, a to mąż wraca z artystycznych przedsięwzięć z uszminkowanym pośladkiem, a to ona sama odkrywa takie oblicza seksualności, jakich nigdy dotąd nie zaznała, a to wreszcie stawia sobie arcyważne pytanie: czy ja lubię swoje życie?