Hrabina Elwira ma romans z Alfredem, przyjacielem domu, który twierdzi, że kocha ją bardzo romantycznie, ale jednocześnie uwodzi śliczną służącą Justysię, która jest również obiektem zalotów pana domu, hrabiego Wacława. ,,Gdzie przysiąg trzeba, tam nikną rozkosze" -- te słowa Justysi mogłyby być mottem sztuki.
[...\ Te arcydowcipne kombinacje, w których wszyscy oszukują się wzajem, są doprowadzeniem do absurdu form instytucji małżeńskiej, zuchwalszym - dzięki uzyskanym w ciągu dwóch wieków swobodom sceny - niż kiedykolwiek u Moliera. Oceny te nie polepszyły się z biegiem czasu, a po śmierci autora zmieniono zakończenie na bardziej moralne.Tadeusz Boy-Żeleński tak o tym pisze w ,,Obrachunkach fredrowskich": Cztery wydania dokonane za życia poety (1826, 1839, 1853, 1871) dają jednobrzmiące zakończenie pierwotne.
Dopiero w wydaniu piątym, pośmiertnym (1880), końcową scenę ,,Męża i żony" (Elwira, Alfred, Wacław, Justysia) zastąpiono inną - krótką sceną między Alfredem i Wacławem, nie usprawiedliwiając tej zmiany żadnym komentarzem. 1926 dowiadujemy się, że owo piąte wydanie (1880) ,,Zawiera zmiany, poczynione przez poetę przed r.
Ale, na przekór temu, ostatnie wydanie dokonane za życia Fredry przez Siemieńskiego w r. 1871, ,,dozwolone przez poetę", zawierało końcową scenę ,,Męża i żony" w jej pierwotnym brzmieniu!