Jak więc w zaświatach ma panować pokój, skoro w świecie materialnym bez ustanku toczą się walki? pytanie to Chaeho Sin stawia w sennym traktacie Niebo we śnie; rzecz niby o siedzibie Boga, choć więcej tam wywodów na temat diabelskiego kotła pełnego smoły.
Aby poznać i lepiej zrozumieć dzieło koreańskiego anarchisty i nacjonalisty, warto byłoby czytać je z podręcznikiem do historii Korei u boku. Co ciekawe mimo licznych nawiązań do mało znanej polskiemu czytelnikowi kultury, zarówno Wojna Smoków, jak i Niebo we śnie to przystępne i jasne w odbiorze dzieła, zwłaszcza gdy zauważy się w nich bardzo wyraźne podobieństwa do tego, co dzieje się we współczesnej polityce.
Tylko czy polityków przestraszy fakt, że złamanie reguły lojalności wobec narodu jest () wielką przewiną, za którą trafia się do Piekła? Po lekturze Nieba we śnie nasuwa się przykra w swym obrazie alegoria władzy, bo pojemność słowa my zmienia się w zależności od czasów.
Chaeho Sin snuje bajkę polityczną z morałem, w której czai się coś niebezpiecznie dystopijnego, bo nie lamentowali () nad upadkiem królestwa, a nad upadkiem siebie samych. Czyż to nie paradoks, że nikt znamienity, tylko szczur jako pierwszy dotarł do Nieba?
Kto zostaje królem lub ministrem wskutek decyzji ludu, () a dba wyłącznie o swoje dobra materialne i prywatne interesy, () nie zazna ratunku, lecz nie zasługuje także na śmierć. Niebo we śnie, podobnie jak Rok 1984, to futurystyczna dystopia o licznych podtekstach politycznych.
W Niebie mieszkają silni, w Piekle zaś słabi, w dodatku sami je sobie stworzyli.