Nie umiem skończyć pisania, nie umiem też zakończyć życia..., wyznaje Imre Kertész, prezentując kolejne zapiski po Dzienniku galernika i Ja, inny. Kronika przemiany, tym razem obejmujące lata 2001-2009.
Wybitny pisarz z naukowym chłodem i dociekliwością, w charakterystycznym oszczędnym stylu przygląda się samemu sobie w ósmej dekadzie życia. W brutalnie szczery sposób opisuje siebie jako niewolnika własnej fizjologii, nękanego bezsennością, problemami z pęcherzem i nasilającą się chorobą Parkinsona.
Z jednej strony - luksusowe hotele, drogie restauracje, zagraniczne wyjazdy, z drugiej - coraz wyższe oczekiwania czytelników, jakie wiążą oni z tytułem noblisty. Częste odczyty, spotkania autorskie, ale także bolesne ostrze krytyki, z którą musi się zmierzyć, i poczucie osamotnienia - to wszystko skutkuje spadkiem kreatywności i twórczym kryzysem, tym boleśniejszym, że potrzeba pisania jest dla niego absolutnie dojmująca.
Kertész nie rezygnuje z wnikliwej obserwacji rzeczywistości, jego diagnozy stawiane współczesności nie tracą nic ze swej ostrości. Motywem przewodnim dziennika pozostaje jednak pisanie, które stanowi podstawowy cel i sens jego egzystencji, nawet w chorobie, nawet "w przedsionku śmierci"...
W 2002 roku otrzymał Nagrodę Nobla za "pisarstwo, które broni kruchych doświadczeń jednostki przed barbarzyńską arbitralnością historii". Jednak książka ta jest przede wszystkim brutalnie szczerym studium przemijania - choroby, starości, spadku kreatywności, a wreszcie i przede wszystkim - czekania na śmierć.