Prawie każdy z nas miał doświadczenie zderzenia z codziennością po powrocie z klasycznego urlopu, warsztatu medytacyjnego czy wyjazdu poza miasto. Już sam moment, kiedy pomyśleliśmy o powrocie do domu, mętliku spraw i przedsięwzięć do załatwienia, nierzadko wywoływał w nas opór.
Podczas urlopu czy wyjazdowego kursu medytacji znikają codzienne zobowiązania, nie wstajemy do pracy, zazwyczaj zbliżamy się do przyrody i przyjaciół. Łatwiej wtedy o dobre samopoczucie, o luz, o uważność, złapanie własnego rytmu slow i wyciszenie umysłu.
Ale kontrast między urlopem, a codziennością wynika w dużej mierze z zupełnie innej rzeczy - z tego, że na co dzień nie żyjemy w zgodzie ze sobą. Gdybyśmy wiedli przyjazne sobie, wspierające życia, w zgodzie z naturalnymi potrzebami, bez uwikłań, napięcia i z klarownością czego tak naprawdę chcemy to wyjazd na surfing czy na wakacje byłby przywilejem, nie koniecznością.
Bo skoro lubię swoje życie, swoją codzienność, lubię też poniedziałki po powrocie. Bez względu na to czy szukamy tylko sposobów na redukcję stresu i patentu na bezsenność czy czujemy potrzebę głębszego wglądu w siebie.