Tak wiele legend narosło wokół jego życia, że trudno przebić się do faktów. Był bękartem, co zamknęło mu drogę do uniwersyteckiego wykształcenia i szanowanych zawodów.
Historycy bazują na poszlakach, chcąc ustalić najbardziej podstawowe kwestie, np. Nie wiemy też, jak Leonardo wyglądał, bo jedyny starczy autoportret budzi wątpliwości.
Zdziwiłby się zapewne, gdyby się dowiedział, że 500 lat po śmierci powszechnie jest postrzegany jako malarz. Isabella d'Este, hojna protektorka artystów, przez kilka lat nie doprosiła się u niego portretu (poza szkicem), a jej zaufany Pietro da Novellara donosił, że mistrz jest zajęty matematyką, a "na widok pędzla wpada w złość".
Sam uważał się za inżyniera, specjalistę od budowy mostów, różnego rodzaju machin, prac melioracyjnych i tak się przedstawiał w ofertach wysyłanych potencjalnym zleceniodawcom. Pozostało wiele jego szkiców z dziedzin tak różnych, jak metalurgia, hydraulika, budownictwo, mechanika.
A jednak mimo pomysłów i rozrysowywania planów nie stworzył żadnego pomnika, budynku, mostu ani rzeźby. Dopiero dzisiejsi specjaliści, badając jego pisma, dowodzą, że projekty - nie do zrealizowania na tamte czasy ze względu na koszt i niedostępność wielu materiałów - są możliwe do wykonania i większość z nich mogłaby działać.
Ludovico Sforza, władca Mediolanu, chciał np., aby da Vinci wbudował instrument grający w "wielkie krzesło srebrne dla wypróżnień żołądka", podarunek dla żony. Przywołuje się Leonarda jako uosobienie idei renesansowych, człowieka uniwersalnego, poszukującego spełnienia w wielu dziedzinach.
Przyglądamy się więc jego epoce: prądom politycznym, intelektualnym, religijnym, życiu codziennemu. Wymyka się ona jednoznacznemu szkolnemu porządkowi, który poszatkował oś czasu, sztywno wyznaczając na niej odcinki nazwane średniowieczem i renesansem.