Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż religia stanowi zasadniczo niechciany temat nauk o polityce. Już w początkach XX wieku Vilfredo Pareto uznawał w imię nauki teorie metafizyczne za ,,derywacje", twierdząc, iż ,,wiara w ,,prawa naturalne", w ,,sprawiedliwość", czy ,,prawo" jest rodzajem przesądu lub uprzedzenia.
Nie są to bowiem pojęcia naukowe, a zatem żadne z nich nie może być naukowo wywiedzione, nie daje się racjonalnie bronić, żadne nie jest ani prawdą, ani fałszem" [Hallowell 1993, s. Jego myślenie wywodziło się z charakterystycznego dla przełomu XIX i XX wieku rozumienia naukowości, do którego nawiązywały nauki o polityce.
Wedle tego ujęcia, wszelkie nauki społeczne ,,miały się opierać wyłącznie na racjonalnych, empirycznie weryfikowalnych stwierdzeniach i na gruncie tego założenia poznawać i wyjaśniać zjawiska społeczne i przejawy porządku" [Böckenförde 2005, s. W konsekwencji, politologia u progu swego powstania odsunęła od siebie pytanie o Boga, stając się, ,,nauką ateistyczną we właściwym znaczeniu" [tamże\.
Sprzyjającym kontekstem takiej orientacji politologii, dodajmy, było nowożytne rozumienie polityczności, ,,wewnętrznie związane z głęboko posuniętym rozdziałem polityki i moralności" [Schwaabe 2010, s. Od strony teoretycznej uzasadniało ono traktowanie religii za czynnik bez większego znaczenia dla naukowej analizy procesów politycznych.