Ciekawa, niebanalna, ale i zwyczajna - rozmowa z Dorotą Kolak, wyjątkową aktorką, ale przede wszystkim niezwykłą kobietą. O strachu przed czerwonym dywanem, o niewymawialnym r, o bzowej babuleńce i panu Andersenie, o tym, że nie warto bać się Virginii Woolf, o nalewkach męża i domu wśród sosen.
O byciu żoną, matką i babcią, o kąpielach w jeziorze i odnawianiu mebli. Rozmowy odbywały się w różnych miejscach i okolicznościach, często przerywane telefonami od córki, niespodziewanym wyjazdem, a ostatnio pandemią.
To prawdziwie babska opowieść o kilkunastu latach spotkań przy kawie i herbacie, bywało że niedokończonych, bez dat i chronologii. Od 1982 aktorka Teatru Wybrzeże w Gdańsku, gdzie dzięki wybitnym kreacjom i uznaniu publiczności oraz krytyki zdobyła pozycję gwiazdy.
Gra najczęściej postacie mroczne, skomplikowane, o zabarwieniu dramatycznym. Nagrody Aktorskiej na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, Grand Prix za rolę Alexandry del Lago w "Słodkim ptaku młodości", za rolę Myry Bolton w "Na początku był dom"), oraz wielu trójmiejskich laurów, m.in.
Nagrody Teatralnej Wojewody Gdańskiego za rolę Marii Liebiedkiny w "Biesach" oraz za kreację Janiny Węgorzewskiej w "Matce".