Gdy pani Maria Bolecka wracała tego pochmurnego dnia z pracy do mieszkania przy ul. Mokotowskiej, sądziła, że jej największym zmartwieniem będzie opadająca pończocha.
Gdy kobieta weszła do bramy, by poprawić garderobę, tuż przed nią na ulicy zatrzymał się samochód. Obok niego pojawił się jegomość w jasnym płaszczu i szarej czapce i zadał pierwszemu potężny cios w głowę, po czym uciekł.