Sto lat niepodległości obchodzone jest tak totalnie, że nawet stolarz uznany może być za coś rocznicowego. Książka Michała Ogórka to doskonała odtrutka na historię zmienianą w bajkopisarstwo i kult jednostek.
Za każdym razem była to Polska jej zbawców i "zbawców": Piłsudskiego, Rydza-Śmigłego, Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, Wałęsy, Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Rozmiary kultu przywódców powodowały, że ludzie płakali ze wzruszenia, a potem z zawodu i wściekłości.
Jest to rekapitulacja raczej gorzko-ironiczna niż po prostu prześmiewcza, ale szczegółów - zarówno uciesznych, jak i wprawiających w zakłopotanie - jest w niej mnogość, co powoduje, że STO LAT! ANDRZEJ PACZKOWSKI "Po ludziach, których uważało się (trzeba było uważać, musiało się uważać) za wielkich, zostają ślady zostawione nie tylko przez nich samych, lecz także tych mniejszych, grzejących się w ich cieple, które to ciepło sami ci grzejący podnosili do temperatur tak wysokich, że stawało się to i straszne, i śmieszne.
Książka Michała Ogórka rodzi podejrzenie, że historia (a może różnego poziomu historycy) działa celowo: tym celem tutaj okazuje się nasze dobre samopoczucie, którego warunkiem jest poczucie humoru.