Pierwsza oparta na faktach powieść o pracownikach ochrony! Nie o tych w eleganckich garniturach, ale tych usytuowanych najniżej w ochroniarskiej hierarchii – pracujących w hipermarketach, na parkingach i w biurowcach.
Cieszy się, że będzie miał bliżej do pracy, jednak jego radość trwa krótko. Choć mogłoby się wydawać, że czasy niewolnictwa dawno już minęły, to w szklanym molochu, na piętrach, otoczeni marmurem, stoją głodni, udręczeni ludzie.
Ludzie-stojaki, dla których pójście do ubikacji to łaska dana przez tych, którzy o ubikację i przerwę prosić nie muszą. Kto wie, może po przeczytaniu tej książki niejeden klient hipermarketu, parkingu czy pracownik wysokiego biurowca inaczej spojrzy na „ochroniarza”, który akurat dziś znowu nie miał przerwy na posiłek i może pracuje za połowę stawki.
Powinienem być tam, gdzie kazał mi stać, a ja teraz stoję koło balustrady. Powiedziałbym, że usłyszałem dzwonek windy, to szybko wyskoczyłem na hol ‒ i tyle.
Próbuję trzymać głowę prosto, ale wzrok sam opada i wbija się w posadzkę; jakby tu wjechał jakiś faraon z Egiptu, a nie zwyczajny cham z Warszawy. ‒ Mówiłeś, że ich pilnuje, a ten znowu w chuja wali!
‒ Tego, że jesteś lżejszy o połowę kasy, nie muszę ci już chyba tłumaczyć?! ‒ Odwraca się do mnie plecami, a ja zaczynam czuć dziwny zapach, jakby mi się skóra fajczyła.