Niektórzy wieścili mu, że będzie karykaturą księdza. Niespełna jedenaście lat jego kapłaństwa to m.in.
stworzenie domowego hospicjum, potem budowa od podstaw hospicjum stacjonarnego; współtworzenie Areopagów etycznych - letnich warsztatów dla studentów medycyny; praca katechety w szkole, gdzie ani uczniowie nie oszczędzali jego, ani on ich. Po dwóch operacjach, poddawany kolejnym chemioterapiom, nadal pracował na rzecz hospicjum i służył jego pacjentom.
Mówił, że jest "otwarty na cud", ale jednocześnie przygotowuje się na to, żeby "dobrze przeżyć swoją śmierć". Książka Szału nie ma, jest rak, pierwszy przeprowadzony z nim wywiad rzeka, świetnie oddaje jego niepowtarzalną osobowość.
I o życiu, i o śmierci mówi więc takie rzeczy, że oczy stają czasem w słup, a z nóg spadają ciepłe kapcie. Tu nie ma ani grama ględzenia, jest obudzona po zderzeniu ze ścianą ostra, kryształowa intensywność.