Jest środek zimy, dla mieszkającego w Katowicach Patryka Milewskiego - młodego, niespecjalnie uznanego pisarza - jest to najgorszy okres życia. W pierwszy dzień roku rozpadł się jego związek z Anetą, kobietą, która była dla niego wszystkim.
Kolejne próby podniesienia się z tego stanu kończą się fiaskiem, a każdy dzień jego życia wydaje się gorszy od poprzedniego. Doprowadzony na skraj wytrzymałości psychicznej pisarz podejmuje jeszcze jeden wysiłek by wyjść na prostą - zaczyna pracować nad opowiadaniem, którego główny bohater zabija swoją byłą dziewczynę.
Okazuje się, że nic nie jest takie, jakie się wydawało... Szklane Serce można odczytywać na wielu warstwach - jako zawierającą potężny ładunek emocjonalny historię straconej miłości, dramat człowieka walczącego z depresją, opowieść o odkrywaniu samego siebie, studium obsesji dążenia do prawdy, czy nawet jako jedyny w swoim rodzaju traktat na temat pisania.
Niezależnie jednak od sposobu odczytania, jest to powieść, która porusza i zapada w pamięć, a kolejne możliwości interpretacji jej treści sprawiają, że nie jest to lektura "na jeden raz". To wytłumaczenie go nie pocieszyło, wręcz przeciwnie, wygodniej było obwiniać Anetę i zarzucać jej trwającą od początku ich znajomości premedytację w zniszczeniu go.
Otwarcie jej nie było dobrym pomysłem, ale alkohol zawsze zwiększał jego tempo pisania, dzięki niemu Patryk dużo łatwiej otwierał się przed papierem. Dwa pierwsze tygodnie po rozstaniu z Anetą chodził spać kompletnie pijany i zmęczony, zaprzestał tej praktyki dopiero, kiedy poczuł, że traci nad tym kontrolę.
Gdy jednak zasiadał do pisania dalszego ciągu opowiadania i wyciągnął na powierzchnię swoje kolejne wspomnienia, powróciło to silne pragnienie napicia się co najmniej kieliszka wina. I tak też zrobił, usprawiedliwiając się, że inaczej nie dało się do tego podejść.
Gdyby nie otworzył tej butelki, rozkleiłby się przed zapisaniem pierwszej strony, a o głębszym zanurzaniu się w tej niezbyt odległej przeszłości nie byłoby mowy. Przynajmniej nie miał już ochoty palić, na początku stycznia kupił pierwsze od lat opakowanie Pall Malli i był na najlepszej drodze do nałogu.
Kiedy tydzień temu skończyła się kolejna paczka, powstrzymał się jednak przed kupieniem następnej, świadom, że rzucił papierosy na ostatniej prostej do uzależnienia. (...) Podniósł leżące obok ławki reklamówki z zakupami i ruszył w kierunku tej części miasta, gdzie znajdowała się kamienica, w której mieszkał.
Gdy uniósł je w stronę nieba, zdało mu się, że pociemniało. Idąc, żałował, że burza śnieżna to najgorsze, co może zgotować dziś niebo.
Wolał, by dziś dokonał się koniec świata, to by rozwiązało wszelkie jego problemy. Dla każdego człowieka istnieje zdarzenie kończące wszystko, co ma dla niego znaczenie, odbierające na zawsze szczęście.
Utrata majątku, samotność, śmierć w rodzinie, kalectwo, nieuleczalna choroba - ilu ludzi tyle końców świata. Kiedyś lubił spacery, ale nie miał w sobie teraz dość życia, by znów czerpać z nich przyjemność.
Kiedy stanął przed drzwiami, wiodącymi na klatkę schodową, poczuł, że nie da rady dziś czegokolwiek napisać. Wróci, może coś zje, po czym padnie na kanapę i spróbuje odpocząć, nie usypiając.
Gdy drzemał w trakcie dnia, nie nękały go sny, dziś jednak nie zamierzał ryzykować, bojąc się tego, co przyniosą kolejne mary. Wspinając się po stromych schodach i mijając parter, Milewski zaczynał mieć dziwne przeczucie, że ten dzień ma jednak wobec niego jakiś plan.
Stojąc przed swoimi solidnymi drzwiami koloru sosnowego, z krzywo przyklejonym do nich numerem 5 i grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniach kluczy, nie zauważył postaci siedzącej na schodach wiodących na kolejne piętro. RECENZJE KSIĄŻKI: Maciej Mielus "Szklane serce" - odkrycie literackiego talentu Autor nieznany, tytuł niezapamiętany - tak bywa często z wieloma pozycjami, które dostajemy w swoje ręce, bo któż jest w stanie przeczytać wszelkie książki świata?
Nikomu się taki fenomen nie udał i nie uda, warto jednak poświęcać czas na degustowanie tego, co posiada literacki smaczek. Maciej Mielus powieścią "Szklane serce" otwiera nowe szlaki, przecierając te już istniejące i jako młody, zaledwie dwudziestodwuletni twórca wkracza silnym krokiem na arenę starć kreacyjnych.
Główną postacią swego utworu czyni Patryka Milewskiego, zamieszkującego Katowice, a co istotniejsze, borykającego się z odejściem ukochanej kobiety - Anety. Wszechwiedzący narrator, już na początku dzieła, uderza czytelnika dokładnością opisywanych uczuć oraz rzeczywistości, niemalże na miarę pozytywistycznej skrupulatności referowania otoczenia (co w pewnych momentach może wydawać się ciut męczące, jednak przebrnięcie przez tak skonstruowany obraz daje ciekawie przedstawioną paletę barw uczuciowych bohatera).
Autotematyzm przedziera się przez sylwetkę Milewskiego jako literata miotanego rozterkami i usiłującego zapanować nad chaosem własnej duszy. Dojrzałe pytania retoryczne, jakie zadaje sobie twórca, są drogą do poszukiwania odpowiedzi dotyczących procesu pisarskiego.
Chwilami ma się wrażenie, że książka odzwierciedla dokładnie mit Syzyfa - Patryk jest mężczyzną borykającym się z brakiem jednolitej artystycznej koncepcji, nieustannie go przygniatającej, a odbiorca staje się wówczas bliskim obserwatorem spijającym jego pot. Dodatkowym atutem jest odkrywanie ważnego aspektu literaturoznawczego, rodzącego się na łamach dialogowości utworu - dzieło zawsze zawiera elementy autobiograficzne autora, nawet jeśli ukryte są pod pewną maską pozorów.