Biuro Ochrony Rządu za PRL-u było okryte mgłą tajemnicy, a dziennikarski światek doskonale zdawał sobie sprawę, że nie powinien zajmować się borowcami. Czego tak się obawiano?
Przede wszystkim ogromnej wiedzy, jaką posiadali funkcjonariusze BOR na temat ochranianych przez nich notabli komunistycznych oraz ich rodzin. Żadna ze służb specjalnych w tamtych siermiężnych czasach naszej ojczyzny nie była tak blisko tych, którzy władali Polską z nadania Braci Moskali.
De Gaulle, Indira Gandhi, Willy Brandt. Koce pancerne, rozpylacze gazów, polimerów: gierkowskie bizancjum w wersji sowieckiej.
Hel, Łańsk, Jurata specjalne ośrodki wypoczynkowe. Kulisy zjazdów partyjnych, narad i bratnich konsultacji, wojaże zagraniczne sekretarzy partyjnych i ich świty.
Kilku czerwonych ochroniarzy opublikowało wspomnienia, w których umiejętnie zaciemniali relacje pomiędzy nimi a decydentami. Dopiero niniejsza książka, jedyna taka na rynku księgarskim, ukazuje prywatny świat notabli komunistycznych oraz wiernych im janczarów, którzy mieli obowiązek ochraniać ich własnym ciałem.