Nie, nie śniła mu się, w każdym razie nic mu o tym nie wiadomo. Dlaczego więc o niej pomyślał, gdy się obudził?
Jest środek lata, dokładnie dwudziesty lipca, przez ostatnie dziesięć lat nikt nie zginął, nikogo nie zamordowała żadna stara baba i żaden pieprzony łoś – to są wystarczające powody, żeby się uśmiechnąć do pękniętej żyłki Tomczewskiej. Na sali sądowej doprowadził ją do takiego stanu, że dostała wylewu i jeśli teraz w ogóle gdzieś miesza, to w ośrodku leczniczo-rehabilitacyjnym.
Jedyne, co może zrobić, to podciąć komuś nogę albo napluć do kawy. Grzmoty, błyskawice, jakieś krzyki, wrzaski, szczęk żelaza… Nie miał pojęcia co to było.
Ci, którzy znają dwie pierwsze części, wiedzą o co chodzi. Tym, którzy nie znają, nie powinno to przeszkadzać.
Pomimo tego, że łosie rzadko go używają, łoś z ulewskich lasów - obok Peruna, słowiańskiego boga błyskawicy i pioruna - znowu staje się jednym z podejrzanych.