Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Przychodzą czasami takie momenty, gdy wyjątkowo mocno chcemy, by ukute przed wiekami powiedzenie, do którego nigdy wcześniej nie przywiązywaliśmy wagi, okazało się prawdziwe.
Stać się tak może zwłaszcza gdzieś daleko pośrodku angielskiego pastwiska, kiedy nagle niknie nam pod nogami wąska ścieżka, będąca absurdalną nadzieją na to, że podążając tym traktem dotrzemy właśnie do Wiecznego Miasta. W dawnych czasach wędrowali nim pielgrzymi, kupcy, duchowni i awanturnicy.
Nic dziwnego, bo to niezwykła możliwość, aby w trakcie jednej wyprawy doświadczyć siąpiącej angielskiej mżawki, przewędrować przez francuskie winnice, wspiąć się na alpejskie przełęcze i odwiedzić rozsiane po toskańskich pagórkach, zabytkowe miasteczka. Dwa tysiące kilometrów piechotą to spore wyzwanie, ale jednocześnie doskonała okazja, by lepiej poznać historię, kulturę i tradycje naszego kontynentu.
Przywołują zachwyty i niedogodności; obrazy odbijających się w Jeziorze Genewskim Alp i zapach ciągnących się po horyzont winorośli. Frustrujące gubienie szlaku i bolesne odciski mieszają z radością odkrywania, że zawartość niewielkich plecaków może wystarczyć do szczęśliwego życia.
Dla tych, którzy zastanawiają się nad wyruszeniem w drogę, mają sporo praktycznych rad i przekonują, że Via Francigena to ciekawa alternatywa dla popularnych Dróg św. A tym, kórzy na szlak wyruszyć nie mogą, proponują, by swój plecak spakować wraz z nimi i potowarzyszyć im w odkrywaniu tego, co czeka za kolejnymi zakrętami wąskiej ścieżki.