Zależność naszej cywilizacji od zaopatrzenia w energię jest całkowita. Żaden z jej elementów nie może bez niej istnieć.
Jest czynnikiem decydującym o poziomie rozwoju technologicznego, gospodarczego, kulturowego, a nawet o stanie relacji międzyludzkich. Stała się dobrem egzystencjalnym, czyli takim, bez którego nie jesteśmy w stanie się rozwijać, a to, co stworzyliśmy, przetrwać, stąd też dbałość o zapewnienie trwałego i pewnego dostępu do niej.
Dotąd nasze zabiegi koncentrowały się na zabezpieczeniu dostępu do paliw kopalnych, a wysiłki ukierunkowano na to, by koszt ekonomiczny zaspokojenia naszych potrzeb był w tym przypadku możliwie najniższy. Nawet jeśli marginalizujemy antropogeniczny wymiar ostatniego z wymienionych aspektów, to absurdem byłoby negowanie pierwszego.
Jakość powietrza, którym oddychamy, czy wód, które wykorzystujemy w życiu codziennym, musi budzić niepokój. Przeszkadzają nam rzeczy i zdarzenia, które zaburzają harmonię, jaką skłonni jesteśmy dostrzec w środowisku przyrodniczym.
Co z tym, czego nie możemy dostrzec, poczuć, usłyszeć czy dotknąć? Elementy, których nie doświadczamy bezpośrednio, nader często skłonni jesteśmy ignorować.
Wbrew nazwie naszego gatunku i wiedzy, jaką udało się nam posiąść, wyobraźnia i poznanie intelektualne problemu nie znajdują swego ujścia w działaniu. Członkowie organizacji proekologicznych obradują w klimatyzowanych pomieszczeniach, przedstawiciele partii programowo dbających o środowisko naturalne apelują o wyłączanie zbędnego oświetlenia w lokalu, a następnie zamawiają lody, których produkcja i przechowanie pochłaniają dziesiątki razy więcej energii niż wspomniane oświetlenie etc.
Nie wydaje się, byśmy byli gotowi ratować naszą planetę kosztem wyrzeczeń związanych z redukcją komfortu życia, jaki dotąd sobie zapewniliśmy, przy okazji ją niszcząc. Prawdopodobnie, kiedyś będziemy do tego skłonni, lecz co z najbliższą przyszłością?
Przyczyni się do dalszej destrukcji naszego otoczenia przyrodniczego z jednej strony, natomiast z drugiej będzie skutkowało szybszym tempem kurczenia się rezerw naturalnych surowców energetycznych. Nawet jeśli przyjmiemy stan ich zasobów geologicznych jako wystarczający na tak długi okres, to i tak problem topnienia zapasów pozostaje i co więcej już teraz wymaga zajęcia się nim.
Wskazane wielkości dotyczą bowiem wszystkich istniejących złóż, zarówno tych łatwo-, jak i trudnodostępnych. Z przyczyn czysto ekonomicznych absolutnie nikt nie eksploatuje tych ostatnich, mając dostęp do pierwszych z wymienionych.
W rezultacie złoża nienastręczające trudności w wydobyciu ulegną wyczerpaniu tym szybciej im większe będzie zapotrzebowanie na paliwo, którego dostarczają. Sięganie do nowych rezerw w przeważającej mierze oznacza dotarcie do surowca położonego w miejscach, z których wyciągnięcie go na powierzchnię jest bardziej kłopotliwe i trudniejsze.
generować wyższe koszty transportu, ogrzewania, oświetlenia etc., byle tylko nie rozstawać się z dotychczasowym stylem życia. Nie jesteśmy w stanie zapobiec konieczności zmiany przyzwyczajeń, lecz staramy się przesunąć ten moment w czasie tak daleko, jak to możliwe.
Pytanie, dlaczego tak bardzo wzbraniamy się przed tym, co i tak uczynić musimy, dotyczy ludzkiej natury. u źródeł absencji w demokratycznych wyborach, a więc przeniesienie odpowiedzialności na innych i brak wiary we wpływ wysiłku jednostkowego na losy ogółu.
Leki przed porażką, bezradnością, izolacją etc.