31 października roku 1878. Ksiądz z jastarnickiej parafii szykuje się do obchodów Wszystkich Świętych.
W ramach walki z dawnymi, wciąż niewykorzenionymi wierzeniami Kościół stanowczo zaleca, żeby msza i późniejsza procesja na cmentarz zaczynały się jak najwcześniej i trwały nawet do zmroku. A wszystko po to, by zniechęcić wiernych do palenia na wydmach ognisk dla starosłowiańskich dziadów w noc poprzedzającą uroczystości.
Problem w tym, że to nie dostojnicy kościelni z głębi lądu mieszkają w rybackiej wiosce prawie na końcu świata i nie oni muszą się mierzyć z zabobonami dumnych mieszkańców. Według jastarniczan właśnie wtedy z grobu powstają poprzedni kapłan i potopieni rybacy, po czym ich dusze ruszają przed ołtarz na nocną mszę.