Sonnenberg to współczesna Szeherezada, pragnąca zamknąć świat w opowieści, której koniec uczepił się chmury, wędrującej na Wschód. Mamy tylko siebie i przestrzeń - mówi poetka - która domaga się od nas rozszczelnienia granicy, aby duch, nie kołatał się po czterech ścianach naszych kątów, szukając odpowiedniego dla siebie słowa, wcielenia, wyrazu.
Epicki oddech frazy rozwija się z każdym wersem, który spala się jak ogień, trawiony popędliwością knota. Ta poezja próbuje zespolić się z przemijaniem, nawiązać jedność z uniwersum, stale wpisując człowieka w kosmiczny porządek.
Zostaje wiersz, a potem długo, długo nic.