Kiedy skończyłam pisać "Wojna jest kobietą" czułam jakiś dziwny niedosyt, jakbym przerwała swoją pracę w połowie. Nie wyobrażałam sobie nie spotkać się już z ani jedną przedwojenną, pełną ciepła kobietą.
Gdzieś z tyłu głowy towarzyszyła mi nieustannie myśl, że im więcej ich odwiedzę, tym więcej wojennych historii ocalę od zapomnienia. Spróbuj wejść do ich świata, by poczuć choć namiastkę tego, co przeżyły; by sobie wyobrazić tamtą wojenną rzeczywistość.
Będzie mi ich brakowało - tych spotkań, tych rozmów, a przede wszystkim moich bohaterek.